Afera pedofilska w Kłodzku. Słowa ofiary mrożą krew w żyłach: Albo on albo pies
Opinią publiczną wstrząsnęła w ostatnim czasie historia z Kłodzka. Mężczyzna został skazany na 25 lat więzienia za przestępstwa seksualne popełnione na nieletniej dziewczynie, zoofilię oraz rejestrowanie tych czynów na filmach i zdjęciach. Jego była żona, Kamila L., w przeszłości działaczka Platformy Obywatelskiej z Dolnego Śląska, została skazana na 6,5 roku więzienia za nieudzielenie pomocy małoletniej – swojej córce z poprzedniego związku – będącej ofiarą gwałtu, a także współudział w znęcaniu się nad zwierzętami.
Szokująca relacja ofiary
Reporterce Kanału Zero udało się porozmawiać z córką Kamili W., będącą pasierbicą Przemysława L. Opowiedziała o koszmarze, jaki zgotowali jej opiekunowie. Wszystko zaczęło się w 2011 roku, kiedy para wzięła ślub. Wykorzystywanie przez mężczyznę trwała od chwili, gdy dziewczynka miała 5-6 lat. Jak opowiada, z tego czasu pamięta czerwone pomieszczenie i ból "tam na dole". Była katowana przez 12 lat. – Według niego ja to wszystko zaczęłam, bo gdyby nie ja, nic by takiego nie miało miejsca; że ja zaczęłam, ja tego chciałam więc tak już jest i tak musi zostać; bo nikt mi nie uwierzy opowiedziała.
Przemysław L. wywierał nacisk, by nikomu nie mówiła, co jej robi. Miał nazywać ja "obrzydliwą" i twierdził, że nikt jej nigdy nie pokocha ani zaakceptuje za względu na jej przeszłość. Dziewczyna wspomina, że była odurzana i usypiana – na przykład poprzez przystawienie materiału nasączonego eterem do twarzy.
– Często było tak, że na przykład jadłam jakiś posiłek, piłam cos i po prostu była "odcinka". Widziałam, że w jedzeniu podaje mi to, żeby miał korzyść, żebym się nie rzucała, żebym nie zaburzała mu... [....] ja nie wiem, jak ja żyję, bo tyle, ile chemii w sobie miałam. Eter to jest przecież rozpuszczalnik – mówi poruszona.
Wieloletnia przemoc
Trwająca latami przemoc sprawiła, że jako 15-latka chciała sobie odebrać życie. – Moja pierwsza próba samobójcza była głównie dlatego, że stwierdziłam, że nie chcę, żeby on mnie zabił, sama to zrobię; żeby on nie miał przyjemności z tego, że może mnie zabić – opowiada ofiara Kanałowi Zero.
Przemysław L. miał działać tak, aby nic się nie wydało. Kiedy matka jechała na zakupy, ojczym obserwował jej lokalizację na telefonie, aby wiedzieć, ile ma czasu na krzywdzenie ofiary. – W domu były podsłuchy, w telefonie miałam podsłuch. Wiedziałam, że nieważne, co zrobię, on i tak się dowie o tym. W domu wiedziałam o dwóch podsłuchach i dwóch kamerach, później się okazało, że było ich więcej (...). Bałam się zaryzykować – wspomina.
Wspomnienia dziewczyny mrożą krew w żyłach. Pojawiają się wątki zoofilskie. – Najgorszą rzeczą, którą można powiedzieć z mojego doświadczenia, najgorsze z najgorszych, to jak dostałam wybór: albo on albo pies. Co ja miałam wybrać? Jak nie wybrałam to dostałam, za przeproszeniem, szmatą w ryj i dziękuję. Tylko można się domyślać, co się dalej działo – mówi zrozpaczona.
KO odcina się od sprawy
Po serii medialnych publikacji w tej sprawie, Koalicja Obywatelska w powiecie kłodzkim wydała oświadczenie, w którym poinformowała, że Kamila L. od ponad dwóch lat nie należy już do struktur partii. Jeszcze w 2024 r. kandydowała w wyborach samorządowych. Aktywnie udzielała się politycznie, publikując w mediach społecznościowych zdjęcia z wpływowymi politykami KO. Kamilę L. promowali w przeszłości prominentni politycy PO, m.in. obecna wicemarszałek Sejmu Monika Wielichowska.